
Egzamin w Borowej Oleśnickiej był wyjątkowo intensywny. W ciągu dwóch dni przystąpiło do niego aż 74 taekwondzistów z 22 klubów. W gronie tym znalazły się 2 zawodniczki LSKT – Kasia Janiec i Lena Swół.
Było to dla nich drugie podejście do egzaminu na czarny pas. Poprzednie miało miejsce w Lublinie w grudniu zeszłego roku.
“Uważam, że wtedy technicznie w układach pokazałam poziom. Niestety zabrakło w rozbiciach, bo rozbiłam trzy na sześć technik. To było za mało, więc wynik egzaminu był negatywny” – komentowała nam z perspektywy czasu, już jako posiadaczka I Dana, Kasi Janiec – “Wiadomo, nie dobrze, że tak wyszło, bo chciałam zdać za pierwszym razem. ale to też potem potwierdziło, że zasługuję na ten pas. To było ciężkie, że nie zdałam. Bolało, było i przykro, ale jednak pokazałam, że mi zależy i już w poniedziałek, następnego dnia byłam na treningu z planem, jak ćwiczyć, co robić, żeby zdać we Wrocławiu. Że chcę tu zdawać wymyśliłam od razu po egzaminie, bo chciałam i sobie i wszystkim udowodnić, że mogę”
Obie nasze zawodniczki ciężko pracowały pomiędzy egzaminami, aby za drugim podejściem zaprezentować się lepiej niż za pierwszym. Kasia tym razem ćwiczyła krokówki i samoobronę z Kacprem Nawrockim, natomiast Lena nadal trenowała ze swoją siostrą Blanką. “Poprawiliśmy dużo w krokówkach, zrobiliśmy też dużo lepszą samoobronę. Ćwiczyłam również rozbicia desek, te których tam zabrakło” – opowiada Kasia o przygotowaniach. Lena wraz z Blanką uczestniczyły też poza tym w organizowanym przez Lewart Centralnym Zimowym Zgrupowaniu Taekwon‑Do w Szczyrku.
W końcu przyszła końcówka lutego i Lena oraz Kasia udały się do Borowej Oleśnickiej. Egzamin poprzedziło seminarium szkoleniowe, które zorganizowano w piątek 27 i sobotę 28 lutego. Pod okiem Wielkiego Mistrza Jerzego Jeduta swoje umiejętności szlifowało aż 101 zawodników z całej Polski. Również dla Kasi i Leny była to okazja by przystąpić do egzaminu jeszcze lepiej przygotowanym. “Dzięki seminarium miałam dodatkową możliwość, żeby przećwiczyć techniki przed egzaminem i dowiedzieć się szczegółów technicznych jeśli chodzi o układy” – wspominała Lena.
Samemu egzaminowi towarzyszyły emocje, ważne jednak było by nad nimi zapanować. “Starałam się mieć podejście, że mi się ten pas należy. Mówiłam sobie, że wykonałam tyle pracy, nie tylko przez te 3 miesiące, ale przez pół życia tak naprawdę, gdzie byłam na prawie każdym treningu, że idę tylko postawić kropkę nad i, zdać a nie zdawać. Uważałam, że jestem dobrze przygotwana i nie ma nic poza moim zasięgiem” – to znów słowa Kasi. Mimo to miała momenty stresu. Nie udało się jej rozbić dwóch technik: yop chagi oraz nopi ap chagi i, jak sama mówi, miała obawy, że powtórzy się historia z grudnia. Na szczęście szybko się otrząsnęła i rozbiła dwie ostatnie techniki, przy których nie miała już marginesu błędu. Duża tu zasługa Kacpra. “Jak już panikowałam, on mówił: Kasia, to nie jest ten moment”.
Dla Leny najtrudniejszą częścią egzaminu były układy. “Trzeba je wykonywać z dokładnością siłą i determinacją i nie jest łatwo to wszystko na raz połączyć” – tłumaczy. Jednocześnie jednak uważa, że wypadła w nich dobrze i przełożyło się to na końcowy wynik egzaminu.
Finalnie obu naszym zawodniczkom udało się zdać na czarny pas. Komisja doceniła umiejętności oraz determinację Kasi i Leny i przyznała im stopień I Dan. Są one już 53. i 54. osobą ze stopniem mistrzowskim w historii naszego klubu.
“Myślę że udało się to dzięki ludziom, którzy mnie otaczają: rodzinie, osobom poznanym na treningu i trenerom” – komentowała Lena po zdanym egzaminie – “Bez nich nie udałoby mi się dojść do miejsca w którym jestem teraz. Zawsze motywują mnie i wspierają w ważnych dla mnie chwilach. Jestem bardzo wdzięczna za wkład pracy i wiarę we mnie zarówno od trenerów z mojego klubu, jak i osób trenujących ze mną, którzy wierzyli we mnie od samego początku” – dziękowała.
Kilka słów komentarza po zdanym egzaminie udzieliła również Kasia Janiec. “Nie chodzi tylko o ten stopień. Wiadomo fajnie, że jest to stopień mistrzowski, a nie uczniowski, że jest taka różnica. Ale pokazuje to też pewną dojrzałość psychiczną. Nie jest to tylko kolejny stopień otrzymany, bo jestem dobra technicznie, tylko to jest krok dalej. Jest tak też między innymi przez ten niezdany egzamin, to że nie dostałam tego pasu od razu, tylko też musiałam swoje udowodnić” – tłumaczyła.
Historia Kasi i Leny to doskonały przykład, że w taekwon-do liczy się wytrwałość i determinacja. Choć w grudniu nie udało się im zdać, to nie poddały się, zacisnęły zęby i jeszcze mocniej trenowały. Dzięki temu dziś obie mogą się już szczycić posiadaniem czarnego pasa.